Wybitni Australijczycy “z buszu”
No, może nie całkiem “z buszu” – wystarczy, że z Sidney, Australia – niemniej wybitni na pewno. Ja chcę pisać tylko o dwóch, bo dzieła tych akurat znam: eseista, poeta, i tłumacz Clive James, i powieściopisarz Peter Carey. Mój przyjaciel Leszek Keller, obywatel australijski, choć chyba bardziej uważa się za obywatela świata, zawsze w swoich listach dawał mi do zrozumienia, że cała Australia jest na poziomie bywalców pub’u – a i to późnym wieczorem, już po 10 piwach. Okazuje się jednak, że tych kilku czy kilkunastu, jak już się wybiją, potrafią zadziwić świat.
Możecie sobie wyobrazić Australijczyka “z buszu” – okey, z Sidney – będącego jednym z największych erudytów literackich, i to nie bynajmniej ograniczonego do literatury anglojęzycznej, ale równie dobrze czytającego po francusku, hiszpańsku, niemiecku, włosku, cytującego Wittgensteina i innych filozofów, ale tylko wtedy, kiedy taki cytat jest potrzebny do właściwej ekspozycji myśli. A możecie sobie jeszcze wyobrazić, że ten człowiek, pracując nad tym 40 lat, dokonał fenomenalnego wręcz tłumaczenia “Boskiej komedii” Dantego z włoskiego na angielski? Sztuka polegała na zachowaniu składni i rytmu oryginalnego wersetu włoskiego w języku, który z włoską składnią i z włoskim rytmem nie ma nic wspólnego. Jak tego dokonać? Poprzez rozlożenie rymów angielskich w środku kolejnych wersetów. A mimo to, rytm wiersza jest pięknie zachowany. Porównajcie, na przykład, włoski oryginał i angielskie tłumaczenie James’a pierwszych kilku wersów z pierwszego Canto (w oryginale, jak i w angielskim tłumaczeniu, zaznaczyłem tłustym drukiem koniec każdego wersetu włoskiego):
Nel mezzo del cammin di nostra vita
mi ritrovai per una selva oscura
ché la diritta via era smarrita.
Ahi quanto a dir qual era è cosa dura
esta selva salvaggia e aspra e forte
che nel pensier rinova la paura!
Tant’é amara che poco è più morte;
ma per trattar del ben chi’ vi trovai,
dirò de l’altre cose ch’i’ v’ho scorte.
***
At the mid-point of the path through life, I found
Myself lost in a wood so dark, the way
Ahead was blotted out The keening sound
I still make shows how hard it is to say
How harsh and bitter that place felt for me –
Merely to think of it renews the fear –
So bad that death by only a degree
Could possibly be worse. As you shall hear …
***
Dla porównania, przytoczmy jeszcze ten sam fragment w polskim tłumaczeniu Edwarda Porębowicza (wydanie 1922):
W życia wędrówce, na połowie czasu,
Straciwszy z oczu szlak niemylnej drogi,
W głebi ciemnego znalazłem się lasu.
Jak ciężko słowem opisać ten srogi
Bór, owe stromych puszcz pustynne dzicze,
Co mię dziś jeszcze nabawiają trwogi,
Gorzko – śmierć chyba większe zna gorycze …
Brzmi ładnie, prawda? – ale ani składnia, ani rymy, nie mają wiele wspólnego z oryginałem, choć oczywiście oddają, w nieco barokowy sposób, późno-średniowieczny werset Dantego.
Nie wiem, czy o wiek starsze tłumaczenie Juliana Korsaka nie jest ciekawsze. Bardziej toporne, ale chyba lepiej oddające “ducha” oryginału:
Z prostego toru w naszych dni połowie
Wszedłem w las ciemny; jaka gęstwa dzika,
Jakie w tym lesie okropne pustkowie,
Żyjący język tego nie wypowie;
Wspomnienie gorzkie i zgrozą przenika,
Śmierć odeń gorzką nie więcej być może …
Nie zapominajmy, że język polski wywodzi się w dużej mierze, tak jak włoski, z łaciny. Sam James zauważa w jednym ze swoich komentarzy, że rymować po włosku można na każdy temat i o każdej porze – ale spóbuj tego samego po angielsku …
No dobrze, dla ścisłości dodajmy jednak, że żona Clive’a James’a jest światowej sławy ekspertem od Dantego – miał więc na kim się oprzeć, kiedy już zupełnie opadła go literacka wena. Rola kobiety w życiu poety …
* * *
Ale jak odczytać Australijczyka Petera Carey’a? Z jednej strony, to zupełnie inny rodzaj pisarstwa, bardziej intelektualny, i najczęściej oparty o historie, które naprawdę miały miejsce. Ale wczytajcie się, na przykład, w “My Life as a Fake”. Przeczytałem tę książkę dwa razy w odstępie ca. dwóch lat – i do tej pory nie wiem, czy Christopher Chubb i Bob McCorkle to dwie odrębne postacie, czy tylko dwie strony rozdwojonej wyobraźni Chubb’a. I w końcu który z nich napisał tę wspanialą poezję, za którą Sarah Wode-Douglass, edytorka “The Modern Review”, przemierzała kontynenty, wydając ostatnie swoje pieniądze i ryzykując istnienie pisma, które było nie tyle jej ostoją, bo ciągle przynosiło straty, ile wręcz formą jej własnej egzystencji. “Magiczny realizm” Carey’a jest podstępny, bo wszystko jest tam w pełni prawdopodobne, ale też wszystko może być urojeniem. Fabuła powieści wzięła się z żartu literackiego – perfidnego, ale też prawdziwego żartu.
[ … dalszy ciąg wkrótce …]