Kraków – “Dama z gronostajem” i ruda wóda na myszach
Zacznijmy od rudej wódy, bo był to zupełnie nieoczekiwany “high point” wyprawy do dawnej dzielnicy żydowskiej na Kazimierzu. Knajpa – gdzieś na obrzeżach Kazimierza – nazywała się “Ministerstwo Śledzia i Wódki”, a ruda wóda, w dodatku “na myszach”, to po prostu whisky. W whisky specjalnie nie gustuję, choć raz na 2-3 lata wypiję szklaneczkę, ale byłem absolutnie zachwycony tą trafną nazwą, zrobiłem więc zdjęcie całej tablicy napitków. “Ruda wóda” była w tej samej cenie, co wszystko inne, czyli 4 złote, albo 1 euro. W “żydowskim” Kazimierzu Żydów, niestety, ani na lekarstwo, z wyjątkiem nieboszczyków na starym – tajemniczym i pięknym – i nowym cmentarzu; nawet kelnerzy w rzekomo żydowskich knajpach mają wyraźnie gojowskie, wręcz słowiańskie oblicza, a i potrawy – choć nazwy tradycyjnie żydowskie – są pewnie dziesiątą popłuczyną po prawdziwych rarytasach, niemniej warto było tam pójść.
A “Dama z gronostajem”? Muzeum Czartoryskich było akurat w remoncie, więc jedyne w Polsce arcydzieło Leonarda da Vinci eksponowano na Wawelu, i eksponowano pięknie … odrębna, nieduża sala, całkowicie zaciemniona, tym bardziej uwidaczniająca pięknie podświetlony obraz, a jednocześnie chowająca w swoich podcieniach uzbrojonych po zęby strażników. Ostatni raz coś tak pięknie wyeksponowanego – i bez strażników – widziałem w Muzeum Thyssen-Bornemisza w Madrycie, gdzie w 2011 roku miała miejsce mała – zaledwie trzy salki – wystawa portretu florenckiego. Ta sama koncepcja – małe, kameralne salki, czarne ściany, i przepięknie podświetlone portrety, każdy ściągający wzrok na siebie, i tylko na siebie. Niełatwo ulegam masowym zachwytom – pomimo kilkakrotnych pobytów w Paryżu do tej pory nie widziałem Mony Lisy – ale ta mała salka na Wawelu i “Dama z gronostajem” zrobiły na mnie duże wrażenie.
Komentarz do zdjęć (od góry artykułu, od lewej strony w prawo):
1-2. Pierwsze dwa – z trzech – dni były deszczowe, ale w miarę ciepłe. Krakowski rynek, lekko zamglony, wyglądał tajemniczo, a knajpy kusiły wyszukanymi potrawami i dobrymi winami.
3-4. Ruda wóda na myszach, czyli whisky, nie miała akurat wiele wspólnego z niegdyś żydowskim Kazimierzem – knajpa była po prostu “po drodze”, ale jakże ciekawa. Na wąskich uliczkach stare, pożydowskie warsztaty i sklepiki – niestety, bardziej już atrapa dla turystów, niż rzeczywistość.
5. “Dama z gronostajem”, eksponowana tymczasowo w jednej z sal za tymi przepięknymi podcieniami na Wawelu.
6. Bóg Ojciec, albo Stworzenie Swiata – przepiękny witraż Wyspiańskiego w Kościele Franciszkanów.
7. Stary cmentarz żydowski Remuh – jak “zaczarowany”.



