Włoskie wędrówki 2014 – Puglia i Bazylikata …
… czyli wyjątkowo zimne – zdarza się – włoskie Południe
Gorący, wręcz upalny, jak na październik, Rzym został już z tyłu – 5 i pół godziny wygodnym pociągiem do Lecce, czyli na sam obcas włoskiego buta. Przyjazd o 8-ej wieczorem, ciemno, na dworcu w Lecce jedna jedyna taksówka, na szczęście nie ma chętnych poza nami, przecież musimy jakoś dojechać do Centro Storico. Gdy tylko podaję nazwę Piazzetta, przy której znajduje się nasz hotel, taksówkarz od razu wymienia jego nazwę. Niby nic dziwnego, ale tych hoteli i B&B są tam dziesiątki, może koło setki. Lecce – czyli włoski “zwariowany” barok, a wariacja zaczyna się już tego samego wieczoru – od hotelu. Pokój jak komnata, hotelowa restauracja niemal pusta, ale ze “szpanem”. Z przewodników zapamiętałem nazwę jednej z typowych potraw ubogiej kuchni – “cucina povera” – włoskiego Południa: fasola z cykorią, i tę zamawiam. H. jest bardziej “adventurous” i zamawia zupę ze skorpiona. No, skorpiony to mieliśmy na codzień w Meksyku, ale to było 35 lat wcześniej. Mnie już nie pociągają – a najmniej w zupie – po tym, jak musiałem je wtedy ganiać wzdłuż muru otaczającego domowy ogródek i ukatrupiać trzymanym w ręce butem z grubą podeszwą. Te grube podeszwy były również pomocne w porze deszczowej, kiedy nasza ulica przemieniała się w błotne grzęzawisko – wyciągałem je wtedy z błota z dużym wysiłkiem, ale przynajmniej nogi były suche. Do czasu, aż komendant miejscowej policji wybudował na naszej ulicy, dokładnie naprzeciwko naszego domku, swoją willę – i ulicę wyasfaltowano w tym samym roku. Wracajmy jednak do Włoch – następny dzień: słoneczna bajka, choć chłodno, a wokół orgia barokowych ozdób, jesteśmy przecież w samym “centro” Centro Storico.
O ile Lecce jest rzeczywiście perłą włoskiego Południa, o tyle Puglia – przynajmniej tam, gdzie jeździliśmy – wydała nam się monotonna i mało ciekawa. Nawet takie cacko jak Alberobello, ze swoimi stożkowatymi “triulli”, z uliczkami pełnymi pnących się po pobielanych ścianach i obsypanych kwieciem krzewów, to w gruncie rzeczy turystyczny skansen. A szkoda – bo już z dala od turystycznego kiczu, w wielu sąsiednich wioskach, te prawdziwe domki Hobbitów, pojedyncze, grupkami, zapuszczone, i bez sklepów z pamiątkami, robiły dużo większe wrażenie.
Wjeżdżamy do Bazylikaty od wschodu, kierując się na Materę. Jak często we Włoszech, mamy problem z mapami i oznaczeniami, tzn. mapy swoje, oznaczenia drogowe swoje, a tak naprawdę to musisz zapytać się lokalnych, aby dojechać tam gdzie chcesz. A Matera to jeszcze przypadek szczególny, bo stare Sassi jest praktycznie niedostępne dla samochodów. Po godzinie od wjazdu do miasta docieramy w końcu do naszego hotelu – parkując nielegalnie na Piazza del Sedile i schodząc kilkadziesiąt kamiennych stopni do Antico Convicino, hoteliku (kilka zaledwie pokoi) wbudowanego w skalne groty Sassi di Matera. Trzeba przyznać, że pomogli nam z bagażami, co miało szczególne znaczenie kilka dni później, kiedy trzeba było te same walizki wnieść owe kilkadziesiąt kamiennych stopni do samochodu.
Matera – miasto widmo, miasto upiór, miasto obiekt chroniony UNESCO. Ogromny wąwóz otoczony grotami, a w tych grotach mieszkali ludzie jeszcze do lat 60-tych XX wieku. I to nie w przytulnych wykutych w skale hotelikach ze wszystkimi wygodami cywilizacji.
Komentarz do zdjęć (od góry artykułu, od lewej strony w prawo):
1. katedra w Lecce – niektóre z tych rzeźb miały wręcz “ludzki” wygląd – twarze patrzyły na ciebie jak żywe osoby …
2. … a balkony prywatnych rezydencji nie były wcale gorsze.
3 – 5. Alberobello i “triulli”, czyli chatki Hobbitów.
6. Sassi di Matera – gdzieś mniej więcej 2/3 w górę i w lewo był nasz hotelik, praktycznie w samym sercu tego średniowiecznego cacka.
7. Antico Conviccino, czyli nasz hotelik. Dokładnie na prawo od schodów był nasz wykuty w grocie pokój, a drzwi na wprost, na lewo od parasola, prowadzą do recepcji i do malutkiej jadalni, gdzie serwowano śniadanie.
8. … i kamienne schody, po których wchodziło się – około 40 stopni wspinaczki – w górę do Piazza del Sedile, i dalej do starego miasta.






