The World in Black & White
(and a thousand shades of grey)
Czarno-białych zdjęć już tak naprawdę się nie robi. Mam, co prawda, stare analogowe aparaty, można też jeszcze dostać do nich oryginalne czarno-białe filmy i wysłać do producenta owych filmów do wywołania. Ale to i długi, i kosztowny proces, a rezultaty (lub ich całkowity brak) widzi się dopiero na końcu. Dużo łatwiej robić zdjęcia cyfrową lustrzanką, a potem zupełnie wyciszyć kolory (czyli przejść na zdjęcie monochromatyczne), zmienić jasność i kontrast, i eksperymentować w świecie czarno-białym. Osiągnięte rezultaty są często znacznie ciekawsze niż zdjęcia, od których zaczynało się owe transformacje.
Grudzień 2011 – Bad Reichenhall, Południowa Bawaria, tuż przy granicy z Austrią. Oryginalne zdjęcie było zwykłym zimowym krajobrazem w parku na tyłach słynnego hotelu Axelmanstein, ale kiedy mocno powiększyłem zdjęcie, wyciąłem jego fragment, wyciszyłem kontrast i przeszedłem na ‘monochrome’ (trudno to nawet nazwać czarno-białe, bo właśnie termin ‘monochromatyczne’ lepiej oddaje tę transformację), wyszła całkiem poetycka i nastrojowa zimowa sceneria, z lekko rozmazanymi płatkami śniegi tuż przed obiektywem. A obok fragment mojego obrazu (Winter Scene – acrylic on canvas), który namalowałem w oparciu o tę fotografię.
Stado ptaków na śniegu – oryginalnie kolorowa fotografia, która i tak – z powodu warunków i naturalnych barw – była niemal monochromatyczna, zanim ją jeszcze taką zrobiłem w Photoshop’ie. Zdjęcie robione z okna mojego mieszkania, nienajlepszym obiektywem o ogniskowej 300 mm, następnie mocno powiększone tak, aby móc ‘wyciąć’ z niego tylko to stado ptaków, trochę śniegu i gałęzi. Obróbka to głównie wyostrzenie kontrastu i lekkie rozjaśnienie bieli (dzień był mocno pochmurny, więć zdjęcie wyszło ‘szaro’).
Poniżej zaś zdjęcia z maja 2015, kiedy to przez tydzień żeglowałem po Morzu Egejskim na trójmasztowcu Star Clipper. I znowu – oryginalne fotografie były kolorowe, ale szybko zauważyłem, że są dużo ciekawsze w wersji czarno-białej. Zresztą, pierwsza, a szczególnie trzecia były “niemal” monochromatyczne już w wersji oryginalnej, zmiana jedynie wyostrzyła trochę kontrast.
Wszystkie zamieszczone tu zdjęcia były w oryginale kolorowe, chociaż w wielu przypadkach zbliżone do tonacji monochromatycznej. W scenerii zimowej jest to wręcz naturalne, i tylko barwna plama jakiegoś pojazdu lub reklamy zakłóca ową monochromatyczność. Czasem jest interesujące porównać taką przytłumioną “wielobarwną” – a przynajmniej “kilkubarwną” – “monochromatyczność” z obrazem w tonacjach czarno-białych, jak w poniższym przykładzie “suchego lasu” w okolicach Sutton, Ontario.
Oba zdjęcia można uznać za monochromatyczne, i tylko to “mono” jest nieco inne w każdym z nich.
Poniższe cztery zdjęcia pochodzą z moich wędrówek po Hilton Falls Conservation Area – nieco ponad godzinę jazdy od domu. Pierwsze i czwarte to studium perspektywy, co w wersji czarno-białej wychodzi szczególnie ciekawie. Niski punkt “zawieszenia” powoduje, że zdjęcie nabiera głębi, zwłaszcza to pierwsze. Dwie środkowe fotografie to znowu eksperymentowanie z neutral density (ND) filter – chodziło o takie wydłużenie czasu migawki, żeby spadająca woda “rozmazała się” w biały muślin.








